I zgasła iskierka...

Dodano: 22.12.2009 02:55 Autor: Gordon,

I zgasła iskierka...

Stało się to co przewidywało wielu kibiców i obserwatorów Premier League, ale tak naprawdę nikt nie spodziewał się, że nastąpi to tak szybko. Arabscy szejkowie niczym święty Mikołaj podarowali swym kibicom nowego trenera na Gwiazdkę. Zanim jednak zaczniemy na dobre wyrabiać sobie zdanie o Roberto Mancinim warto zastanowić się nad losem pewnej iskierki, która zgasła nadspodziewanie szybko…

 

 

Kiedy ostatnim razem pisałem o mentalności nowobogackich chodziło mi zarówno  o Manchester City jako całość jak i osobę samego Marka Hughesa. Któż bowiem jak nie nasz dzielny Marek mógł wyrazić najpełniej o co chodzi w tej metaforze. Młody przecież, jak na trenera, manager, bez sukcesów na arenie międzynarodowej z reprezentacją Walii, prowadząc wcześniej z powodzeniem Blackburn Rovers nagle dostał od losu życiową szansę. Owa wielka życiowa szansa spadła na niego ni z gruszki, ni z pietruszki. Kiedy bowiem Walijczyk przychodził do City miał stworzyć solidną drużynę z kolejnego grona przeciętniaków, a może przede wszystkim pokazać, że zna się na tym lepiej niż dotychczasowy mistrz w tym fachu- Sven Goran Ericsson, który jednak wyraźnie swemu zadaniu nie podołał. I nagle niespodzianka! W kilka miesięcy później na Eastlands niczym UFO wylądowali szejkowie, którzy z jednej strony zmienili przeciętny klub w jeden z kilku najbogatszych na świecie, a z drugiej strony katapultowali Marka Hughesa do zupełnie innego wymiaru. Wymiaru, w którym słowo solidność powoduje tylko dziwnie kwaśną minę u włodarzy klubu, a ponadto zamiast myśleć o zgrywaniu piłkarzy już od dawna grających w klubie raz po raz wymienia się tych, którzy za kilkadziesiąt milionów funtów wzmocnią nowego faworyta angielskiej Premier League.

 

Cóż pozostało Hughesowi? Walijczyk chwycił byka za rogi tudzież jeśli ktoś woli tak: porwał się z motyką na słońce. W jednej chwili musiał przeobrazić się z solidnego brytyjskiego managera, w nową trenerską gwiazdę, przed którą przecież postawiono ambitne cele. Niestety jego działania z miesiąca na miesiąc przypominać zaczęły raczej zabawy małego dziecka, które przebiera się w marynarkę po dziadziu, zakłada o 7 rozmiarów za duże buciory i gustowny kapelusz po czym przychodzi do pokoju by pokazać się rodzicom. Mama i tata owszem chwilę się pośmieją, ale przecież nie wezmą malca od razu za dorosłego, nieprawdaż? I tak jak rodzice rozkazaliby od razu dziecku zdjęcie za dużych ubrań, tak i Hughes ostatnimi czasy przestał udawać, że może być wielkim szkoleniowcem. Główne pytanie brzmi jednak czy rzeczywiście nie mógł nim zostać czy też arabscy szejkowie zbyt szybko i zbyt pochopnie pozbawili go możliwości sprawdzenia się na najwyższym szczeblu?

 

 

Przez kilka ostatnich dni zastanawiałem się bowiem nad tym skąd bierze się właściwie tak wielka niechęć z jaką spotkał się Mark Hughes wśród kibiców City? Oczywiście nie jestem pewien czy nie jest to tylko typowo polska sprawa, choć biorąc pod uwagę rozmowy jakie toczyliśmy na serwisie z kilkoma kibicami, którzy chodzą na mecze i dobrze wiedzą jakie nastroje panują wśród fanów The Citizens można przyjąć, że Walijczyk nie był ich ulubieńcem. No właśnie, dlaczego? Większość bowiem doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że budowa solidnego zespołu musi trochę potrwać, co zresztą na każdym kroku powtarzał i Hughes i włodarze klubu. W ekipie panowała dobra atmosfera, co niestety wychodzi teraz kiedy piłkarze są zdegustowani, głównie stylem zwolnienia Hughesa. I jeśli faktycznie jest tak jak to opisują media trudno im się dziwić. Owszem, ekipa Hughesa poniosła ostatnio kilka porażek, głównie nie wygrywając paru spotkań, które powinni wygrać. Owszem spotkanie z Tottenhamem, które przegrali sromotnie było dla niektórych ostatecznym potwierdzeniem szarzyzny w jaką popadli The Citizens, ale jak wiemy przecież decyzja o zwolnieniu managera została podjęta wcześniej. I znów wracamy do punktu wyjścia czyli sytuacji, w której remisy tak na dobrą sprawę nie są remisami tylko porażkami, sytuacji, w której szklanka nie jest do połowy pełna tylko do połowy pusta. W Blackburn Hughes nie musiał tłumaczyć się z wyników zespołu po każdym remisie. W City natomiast nawet niezbyt pewna domowa wygrana powodowała od razu falę krytyki wśród kibiców i dziennikarzy.

 

 

Ci, z którymi wielokrotnie rozmawialiśmy na temat Hughesa i jego ewentualnego zwolnienia wiedzą, że mimo wszystko byłem zwolennikiem pozostawienia go w klubie przynajmniej do końca sezonu. Nie oznacza to jednocześnie tego, iż na jego pracę patrzyłem w sposób bezkrytyczny czy nawet tego, że z przyjemnością oglądałem efekty jego cotygodniowej, ciężkiej zapewne i stresującej pracy. Zwyczajnie nie dało się przecież po „wspaniałej” serii remisów patrzeć na dyspozycję The Citizens w taki sposób. To co można było zauważyć przede wszystkim to fakt, iż ta dobra atmosfera w zespole zupełnie nie przekładała się na grę zawodników Manchesteru City. Tak jakby jeszcze przed wejściem na murawę byli oni prawdziwą drużyną, a po wejściu na boisko nic już się nie kleiło. W szczególności dotyczy to obrony, ale spójrzmy na pomoc- zauważymy to samo. W ilu meczach w tym sezonie Manchester City miał miażdżącą przewagę w środku pola? Jeśli dobrze przypomnimy sobie nawet pierwsze mecze sezonu na wyjeździe z Blackburn i Portsmouth, a nawet- o zgrozo- u siebie z Wolverhampton- to dojdziemy do przekonania, że gdyby nie łut szczęścia i wspaniałe interwencje Givena z pewnością dziś drużyna Hughesa nie byłaby tak wysoko w tabeli. Właśnie- drużyna. Słowo klucz w futbolu, bo przecież nigdy chyba w historii zbieranina indywidualności nie osiągnęła znaczących wyników jeśli nie była poukładana. A tego nadal w City brakuje. Na dodatek te cotygodniowe wywiady, w których przewijały się te same frazy: „jesteśmy sfrustrowani”; „musimy stać się drużyną”; „to nie stanie się w jeden dzień” itp. Bycie managerem to także trudna sztuka rozmawiania z kibicami za pośrednictwem mediów czego Hughes, pomimo niewątpliwej elokwencji i inteligencji, chyba w wystarczającym stopniu nie posiadł. A jeśli nie masz za sobą kibiców to niestety zwykle kończy się to w jeden znany sposób.

 

 

Można naturalnie dalej debatować o tym dlaczego Walijczyk został zwolniony właśnie teraz, czy jest to dobry czy zły ruch i czy arabscy właściciele klubu pożegnali się z Hughesem z klasą czy też nie. Tak naprawdę jednak problem wcale nie znika. Cały czas bowiem pozostaje pytanie: czy arabscy szejkowie wiedzą jak prowadzić klub piłkarski czy też będziemy co jakiś czas częstowani newsami o kolejnym śmiesznym powodzie wytransferowania gracza, który spędził na Eastlands dobrych kilka lat, ale obecnie po transferze znakomitego gracza z Włoch już nie ma dla niego miejsca w pierwszym składzie drużyny, a na ławce siedzieć to on przecież nie będzie. Mówcie co chcecie, ale przykład Richarda Dunne’a, który odnalazł się znakomicie w Aston Villi, która przypomnijmy w tej chwili wyprzedza City w tabeli pokazuje jak bardzo można się pomylić. Prawdę mówiąc dla mnie ważne są teraz dwie kwestie. Po pierwsze czy faktycznie prawdą jest, że Craig Bellamy chce odejść z klubu. Walijczyk jest dla mnie zawodnikiem, którego postawa na boisku oddaje najlepiej to jak powinno grać City. I nie chodzi tu o to by jedenastka City składała się z samych piłkarzy w typie Bellamy’ego. Wystarczy tylko by City stali się w końcu drużyną z krwi i kości, a wtedy taki gracz jak Walijczyk może znów grać tak jak na Old Trafford. Drugą kwestię stanowi rzecz jasna zimowe okienko transferowe. Jeśli choćby w części sprawdzą się prasowe zapowiedzi to na Eastlands znów może być śmiesznie i smutno zarazem. Póki co jednak nie marudźmy, bo bez względu na swoje uprzedzenia wobec tego czy owego stylu gry nowemu managerowi należy się, powiedzmy miodowy miesiąc…


Źródło: własne

Dodaj komentarz

Komentarze

mancityfan mancityfan22.12.2009; 09:38

Przyznam się , że sam skreśliłem Hughesa już przed latem 2009 r. Dlaczego remis to porażka bo może za dużo oczekujemy od City . Nie od razu Rzym zbudowano . Ale Hughes był to niewypał.

Wojtek Wojtek22.12.2009; 10:04

Zwykle zgadzam się z Gordonem w 99% tak teraz mam z tym kłopot. Bo może Hughes nie był kochany na CoMS, ale (o ile wiem) o niechęci też nie było mowy. Legenda czerwonego Manchesteru w City ze zrozumiałych względów traktowana jest z dystansem. A wyniki. Naprawdę były takie złe? Jeśli pomyślimy o jakimś naprawdę słabym meczu to tylko o tym z Tottenhamem, gdzie z resztą Sparky mial wyjatkowy kłopot z absencjami kluczowych piłkarzy. Można robierac każdy mecz na czynniki pierwsze i wytykać błędy taktyczne, ale pewnie żaden z nas nie pamięta lat 70 kiedy ostatnim razem kibice mogli się emocjonować walką City o czołowe miejsca w lidze. Że za taka kasę to nie sztuka? To popatrzcie na genialnych Kakę i Benzemę w Realu. Bez rewelacji. No nie da się bezproblemowo wszczepić tylu nowych 'organów' i oczekiwać, że organizm od razu będzie funkcjonował na 100%. Ja naprawdę tego nie rozumiem - dali mu fpizdu kasy na transfery, a potem nawet nie pozwolili dokończyć rundy. Kompletnie bez sensu. Poza tym, jak czytałem, Hughesa zrobiono prawdziwym managerem i pozwolono ostro pozmieniać w drużynach młodzieżowych... Żeby była jasność - nie jestem i nie byłem wielkim fanem Hughes'a, ale martwi mnie sposób zarządzania klubem. Najpierw, wspomniana przez Gordona, sprawa z Dunnem (przy okazji: wielkie brawa dla Ryśka - niech nadal pokazuje Mubarakowi i Cookowi jak bardzo się pomylili) teraz kolejne rozstanie, które wywołuje niesmak. Mam wrażenie, że komuś w naszym klubie zwyczajnie brakuje klasy.

Qasqas Qasqas22.12.2009; 10:10

Kwintesencja tego co się dzieje w klubie. Ciekawe czy za Manciniego klub osiągnie "konsekwentny poziom". Na razie wyczytałem wiadomości The Sun "ze źródła zbliżonego do City", iż gracze po konferencji prasowej są zmieszani i czują się potraktowani jak idioci. Ale pewnie to i tak śmiechu warta informacja. Coś jednak musi siedzieć. Santa Cruz już obszernie się wypowiedział o zwolnieniu Marka. Najważniejsze: Rozumiem, że Mancini może wprowadzić Włochów do sztabu, ale na litość - niech nie zrobi tu hotelu.

Gordon Gordon22.12.2009; 11:16

Chodziło mi raczej o to, że Ci kibice, którzy są z City już dobre kilka lat nie miesięcy zazwyczaj byli przeciwko Hughesowi niemal od początku, stąd właśnie moje pytanie dlaczego tak w zasadzie jest? I to nie chodzi o to by bronić bądź krytykować Hughesa za to czy za tamto tylko właśnie idzie o tę końcową kwestię: czy szejkowie w ogóle wiedzą co robią? Bo jeśli najpierw mówią jedno ("Damy czas Hughesowi"), a później robią drugie to chyba nie do końca.

MCFC-SIP MCFC-SIP22.12.2009; 13:16

Stało się to co przewidywało wielu kibiców i obserwatorów Premier League, ale tak naprawdę nikt nie spodziewał się, że nastąpi to tak szybko. - ja liczylem ze stanie sie to szybciej :) Gordon,lubie czytac Twoje artykuly ,widac zes obeznany z tematem...Moze cos od siebie napisze...Gdy Hughes objal druzyne po Svenie,nie bylo jak jest teraz ,w sensie pieniedzy ,zawodnikow...Wtedy byl podbudowany managerka w Blackburn co calkiem niezle mu wychodzilo...Gdy dowiedzialem sie ze zostal trenerem City ,mialem mieszane odczucia - takie jak pewnie Ty masz teraz ,sam nie wiedzialem ,paru dobrych kolegow z Manchesteru (fanow City rzecz jasna) od poczatku bylo przeciwnych ,w rozmowie przewijal sie temat "wiesz ,nie wiem czy byla legenda United jest dobrym rozwiazaniem" itp itd ,kto nie urodzil sie w Manchesterze pewnie nigdy nie zrozumie tej logiki,nawet ja chociaz United nie lubilem nigdy ,ale oni maja juz to we krwi...Niemniej argumentow przeciwko niemu wtedy nie bylo negatywnych ,przynajmniej w moim odczuciu...Zaczelo sie po kilku miesiacach gdy zobaczylem ze druzyna jest calkowicie nieposkladana,nerwy zaczely sie od momentu ogladania pucharu UEFA gdzie badzmy szczerzy ,ze sredniakami byly meczarnie,niby zwyciestwa ale wymeczone ,ale zaczalem zdawac sprawe z tego ze mecze ktore ogladalem za czasow Svena byly - o zgrozo - ciekawsze ,oba zwycieskie derby z United (sklad wtedy ,a dzis).Pozniej przerwa no i przyplyw kasy ,zakupy o ktorych moglby pomarzyc kazdy trener...Czulem wtedy ze on nie podola,to nie trener z charyzma ,pozatym bezustannie powtarzal ze potrzebuje czasu ,ze gra byla ok ,ale wynik nie taki i na pewno w nastepnym meczu bedzie lepiej a nie bylo...Takie jest moje zdanie na ten temat ,jak dla mnie City w obecnym skladzie to za wysokie progi, on ma trenerke jeszcze przed soba,druzyna ktora wchodzi z impetem na europejskie salony (a takie sa zamierzenia tego klubu) potrzebuje bbadzmy szczerze trenera z jajami ,ktory pracowal juz z zawodnikami wielkiego kalibru ,a Hughes w Blackburn prowadzil solidna druzyne ale sredniakow...Wiadomo ,racja jest jak dupa kazdy ma wlasna,ale ja swojego zdania nie zmienie...Nie wiem czy Mancini to dobry wybor,w proroka tez bawil sie nie bede ,ale mysle ze jak "wejdzie" w druzyne efekty beda o wiele bardziej widoczne niz za kadencji Hughesa...Ale to oczywiscie wrozenie z fusow ,mozemy temat pociagnac po sezonie ,w sumie jest polmetek i ocenic dokonania Hughesa i Manciniego bedzie jeszcze ku temu czas...Co do zarzadu ciezko mi sie wypowiadac na temat jego funkcjonowania ,niemniej Gordon sam wiesz ,ze Cook wszedl w druzyne sredniakow i w City mimo wszystko pozostal...A jaka jest postacia czy osobowoscia nie mnie to oceniac i sposob zwolnienia Hughesa tez ,znamy sytuacje z pracy czy z gazet ,a jak jest naprawde wiedza tylko zainteresowani...I wiesz tez ze angielska prasa jest mistrzem swiata jesli chodzi o takie jatrzenie,dociny i pranie brudow...

Gordon Gordon22.12.2009; 13:35

Oczywiście zgadzam się dlatego to co chciałem podkreślić to fakt, iż Hughes z miejsca wszedł w nieswoje buty. Bo jak arabscy szejkowie przejęli City to wcale nie zdziwiłbym się gdyby się Hughes nagle przeraził. Idziesz trenować kolejnych średniaków, a nagle z miejsca lądujesz w samym centrum zainteresowania i w dodatku, jak to pisałem wcześniej, musisz zmagać się z zazdrością maluczkich, a także z krwiożerczą prasą, która patrzy na każdy twój ruch. Ja z kolei po nominacji Hughesa byłem nastawiony pozytywnie, bo z tego co czytałem o nim wcześniej jako dzieciak i nieco później to wyłaniał się obraz człowieka z jajami, który może z miejsca stać się nową gwiazdą managerska. Ale też słusznie mówi się o tym, że ta drużyna przez prawie 1.5 roku grania pod wodzą Hughesa nie wykazywała żadnych oznak uczenia się "swojego stylu", a z taktyką również było na bakier. W tym sezonie mieliśmy zaś do czynienia z sytuacją, w której niezła atmosfera w zespole nie przekłada się na wyniki boiskowe. Trudno w tym momencie przewidywać czy mogło być lepiej za jakiś czas, bo fakty są takie, że Hughes już tu nie pracuje. Niestety pracują tu nadal ludzie, którzy naprawdę często sprawiają wrażenie jakby nie wiedzieli co mówią, choć różnie się pisze i być może niektórych kelnerów (bo przecież nie kucharzy) niedługo pożegnamy. Oby tylko City nie zmienili się w jakąś włoską kolonię, bo to by była porażka zupełna.