Pride in Battle

Poprzedni mecz - 15.01.2017

Goodison Park; godz. 14:30

Everton FC
4 : 0
Everton FC
Everton FC
Manchester City

Poprzedni mecz
FA Cup - 06.01.2017

London Stadium ; godz 20:55

West Ham United
0 : 5
Manchester City
West Ham United
Manchester City

Następny mecz - 21.01.2017

Etihad Stadium; godz. 18:30

Manchester City
:
Manchester City
Manchester City
Tottenham

Cook, arbiter luźnych żartów oraz wyczucia

Cook, arbiter luźnych żartów oraz wyczucia

Autor: Qasqas

2 komentarzy

„Kończ waść, wstydu oszczędź" najlepszym wytłumaczeniem rezygnacji Garry'ego Cooka? Trochę na to wskazuje, wiele też nie. Były już CEO Manchesteru City i tak nie zostanie przez sympatyków klubu zapomniany. Niestety, bardziej chyba z tego, czym się za bardzo nie popisał, niż tego, co jak by nie patrzeć zbudował. Jest jeszcze inna opcja. Mógł schować honor do kieszeni.

 

Ostatnie kilka dni to prawdziwa „Moda na sukces" dla Manchesteru City. Wysłał ten e-mail do matki Onuohy czy nie? Co ma do tego Marwood? Czy Mancini jest zadowolony obrotem spraw? Czy Cook został wypchnięty z klubu, czy naprawdę zdał sobie sprawy z wagi kolejnego nieporozumienia? Większość polskich sympatyków „The Citizens" kojarzy go przede wszystkim jako gościa, który popełnił sporo gaf. Moim zdaniem hipokryzją byłoby twierdzić, że zaszkodził temu klubowi.

 

Przecież Cook to nie jest pierwsza lepsza uznana głowa, która pokusiła się na projekt „zróbmy wielki klub biorąc przy tym kasę". Po zakończeniu przygody z Nike, która trwała wiele lat i była udana, przybył on do zwykłego średniaka sterowanego przez Shinawatrę. Jeszcze wtedy (maj 2008) nikt nie spodziewał się, jak zgoła inaczej będą wyglądać następne okienka transferowe. Cook zaczął pracować nad nowym projektem, budującym nowy wizerunek klubu. Skutecznie. Dzięki pieniądzom czy nie, dziś Manchester City jest marką, którą sponsoruje między innymi Etihad oraz Jaguar. Czyja to sprawka? Trzeba przyznać, że po części i Cooka, również jego wypracowanych znajomości. Wypromował on markę Jordan w Nike, podjął się poprawienia wizerunku „The Citizens".

 

Presja, która mogła mu towarzyszyć po kupnie klubu przez szejka Mansoura, to spora niewiadoma. Medialność City zdecydowanie uległa poprawie, ale o Cooku niewątpliwie nie mówi się w samych superlatywach. Ba, nieźle on zdenerwował kibiców nawet na Wyspach. Popularny jest pogląd, że niszczył stare City, które miało w sobie trochę tradycji. Dunne oraz Ireland, City of Manchester Stadiium... Tego już nie ma, chociaż po jakimś czasie już nawet i ta dość nowoczesna nazwa (przynajmniej w zestawieniu z Maine Road) przypadła mi do gustu. Etihad Stadium? Rety... Ale to tylko taka dygresja.

 

Lista z gafami byłego CEO City jest naprawdę długa i można na niej znaleźć cytaty, których po takim człowieku w życiu by się nie spodziewało. O byłym właścicielu City (Shinawatrze) powiedział, że jest fajnym gościem do wspólnej gry w golfa. Bronił go, chociaż za zarzuty korupcyjne Tajlandczyk został skazany na dwa lata więzienia (jeszcze nie odbyte). Niedługo później dotknął sporą część kibiców „The Citizens", kiedy w temacie rozwoju popularności klubu w innych rejonach świata powiedział, że nazwisko Dunne'a (ówczesnego kapitana) jest mało medialne, trudne do wymówienia w Pekinie. Jak to się skończyło? Chyba każdy, kto wtedy kibicował City, pamięta, że sprzedażą klubowej gwiazdy (tak, gwiazdy) do Aston Villi. Nie mówi się o tym z takim echem, ale Cook przy okazji jego transferu wspomniał jeszcze, że klub potrzebuje (sic!) pieniędzy. Przynajmniej dla mnie, numer jeden w rankingu jego co najmniej dziwnych decyzji.

 

Tekst ma mieć rolę nieco refleksyjną, w końcu w City będą kolejne zmiany, stąd kolejne przykłady „mądrości" Cooka, jak „Nie mamy Kaki, ale mamy za to Bellamy'ego" (tego drugiego też już nie ma), czy kultowe przywitanie Uwe Roslera w Hall of Fame Manchesteru United. Może i dobrze zarządzał on w Nike, być może faktycznie jest dobrym CEO, ale taka rola w klubie piłkarskim do niego nie pasowała. To praca w zupełnie innym środowisku, tu słowa mają wielką wagę i są rozpamiętywane latami.

 

Inne przedsięwzięcie z udziałem Cooka, to zmiana szkoleniowca w grudniu 2009 roku. Niedługo po zwycięstwie 4:3 nad Sunderlandem, bodaj tego samego dnia na oficjalnej stronie klubu poinformowano, że Marka Hughesa zastąpi Roberto Mancini. Jakież to zastanawiające, a zarazem oczywiste, że nowy szkoleniowiec znalazł się jakieś trzy godziny po ostatnim gwizdku sędziego. Ależ nie, nie było wcześniej kontaktu z trenerem. Ależ tak, był - odpowiedział na konferencji Mancini.

 

Cook jest pewny siebie i w wielu przypadkach to jest bardzo dobra cecha dla CEO. Znalazł się on jednak w zupełnie innym miejscu, większości kibiców nie interesowały jego wcześniejsze osiągnięcia, a to, co mówi się o City po czerwonej stronie barykady. Pozostając w temacie, kwestią czasu pozostaje, kiedy klub „znów pokona Man United i zagra na Wembley". Zdanie takie padło przed drugim meczem w ramach półfinału Carling Cup dwa sezony temu. Jaki był wynik, wiadomo.

 

W zeszłym roku wielu ludzi zachodziło w głowę, kto zostanie sprowadzony podczas letniego okienka transferowego. Transferowe cele pozostawały dla wielu tajemnicą. Nie dla Noela Gallaghera, prywatnie kibica City i byłego członka Oasis. On owe rewelacje poznał podczas obiadu z Cookiem, czym pochwalił się mediom. Jak później donoszono - CEO napisał nazwiska na serwetce.

 

Doszło do tego, że większość zapomniała o jego osiągnięciach, a doskonale za to wiedziała, ile za swoją pracę bierze kasy. Cook, chciał czy nie chciał, zaczął stawać się coraz mniej reprezentatywną osobą, a dla klubu z miasta, w którym rywalizuje z lokalnym rywalem, nie jest to zbyt dobra opcja. Może to sumienie ruszyło Cooka, żeby ustąpić, a może został wypchnięty z klubu. Niewielu uwierzyło mu w historię, wedle której ktoś włamał mu się na konto mailowe i wysłał list do Briana Marwooda z dodatkowym adresatem, którym okazała się być cierpiąca na raka matka Onuohy. Mało tego, po wewnętrznym dochodzeniu stwierdzono, że są nawet podstawy, żeby trzymać stronę dr Anthonii.

 

Cook nie był dobrym frontmanem dla City. Po tym jak ostatnio znów wypłynęła na jaw afera z jego udziałem, tolerancja dla luźnych grypsów i anegdotek (jakże lubianych przez angielską prasę) ze strony właścicieli skrajnie się wyczerpała albo pewien pan zauważył, że naprawdę już wystarczy. Jeżeli Cook potrafił przyznać się do błędu i zrezygnować, bo zdał sobie sprawę z tego, ile gaf już popełnił, jak wielu śmieje się ironicznie słysząc o jego kolejnych planach w Manchesterze City, kwitując przy tym każde jego kolejne potknięcie jakby simpsonowskim „ha-ha", to za jego usprawiedliwienie „odchodzę, bo tak będzie lepiej" pełen szacunek.

Źródło: własne


Komentarze

CityOne

CityOne

Cook to ciężki temat. Ja raczej za nim nie przepadałem, chociaż wkurzyły mnie strasznie gafy typu "Hall of Fame ManUtd". Pamiętam też konferencję Dunne'ego, który śmiał się, że Cook powiedział, że klub potrzebuje pieniędzy dlatego go sprzedaje. Rozumiem zmiany itd, ale tak się z ludźmi nie postępuje. A teraz ta śmieszna aferka z e-mailem. Napisał go czy nie? Niby się włamali ale rezygnuje... Tęsknić za nim nie będę. PS Dobry tekst.

12.09.2011; 12:25
Grzesioo

Grzesioo

Tego , że pozbył się Dunn'a mu nie wybaczę tak samo jak Manciniemu SWP

12.09.2011; 14:00